TurystykaDostępna.pl

Aneta Bilnicka

„Dotknąć Kilimandżaro”

To wyprawa, w której grupa osób niewidomych i słabowidzących, wraz z przewodnikami, podjęła wyzwanie zdobycia najwyższego szczytu Afryki. Celem ekspedycji było nie tylko przełamanie własnych barier, ale także zmiana społecznego postrzegania niepełnosprawności. Wyprawa stała się inspiracją do pokonywania ograniczeń i dowodem na to, że niepełnosprawność nie definiuje ludzkich możliwości.

Wywiad dedykujemy Dobremu Duchowi wyprawy, naszej nieodżałowanej Małgorzacie Wiecha, której energia i pozytywne spojrzenie na świat było inspiracją i motywacją dla nas wszystkich. Gosi niestety nie ma już wśród nas…

grupa osób pozuje do zdjęcia, w środku stoi Małgorzata

Rozmowa o wyprawie na Kilimandżaro 

Z Pawłem Wróblem i Dawidem Górnym, uczestnikami wyprawy na Kilimandżaro, rozmawia Aneta Bilnicka. Grupa wędrówkę rozpoczęła 28 sierpnia 2024 roku, by po 10 dniach, 4 września stanąć na szczycie.

grupa osób pozuje do zdjęcia na szczycie Kilimandżaro, stoją wokół tablicy informacyjnej, w tle błękitne niebo. osoby są ubrane w kurtki, czapki i grube rękawiczki

Aneta Bilnicka: Stanowicie jedną czwartą zespołu, który w ramach projektu „Dotknąć Kilimandżaro” zdobył jego szczyt. Kilimandżaro to najwyższa góra w Afryce (5 895 metrów) i najwyższa na świecie wolnostojąca góra. Choć wiele z jej szlaków nie jest przeznaczonych dla osób o słabych nerwach, z przewodnikiem i dobrym przygotowaniem z pewnością jest dostępna dla zwykłych ludzi, co nie umniejsza jej zdobycia i faktu że wspinaczka na Kilimandżaro może być doświadczeniem życia. Czy waszym zdaniem ważniejsza była sama droga, czy jednak cel, czyli wejście na jej szczyt?

Paweł Wróbel (osoba widząca, koordynator wyprawy): To pytanie, które zadajemy sobie chyba od samego początku naszej wyprawy. Myślę, że droga i cel są równie ważne. Cel wyznacza kierunek, ale to droga uczy, rozwija i pozostawia najwięcej wspomnień. W przypadku tej wyprawy cel miał też wymiar społeczny – chcieliśmy pokazać, że osoby z niepełnosprawnościami mogą osiągać rzeczy, które mogą wydawać się poza ich zasięgiem.

Dawid Górny (osoba niewidoma): Zgadza się, też gdzieś postawiłbym tutaj pewien znak równości pomiędzy celem i drogą. Chociaż w osobistym odczuciu droga była dla mnie ważniejsza. Chcieliśmy także uczynić z tej wyprawy pewnego rodzaju akcję społeczną, ważne było to, że ludzie mogli nas wspierać i kibicować nam w trakcie drogi, ale też cieszyć się z jej zwieńczenia. Gdybyśmy postawili sobie zbyt łatwy cel, może nie wzbudziłby on takiego zainteresowania. Chcieliśmy przełamywać negatywne stereotypy, pokazać, że osoby z niepełnosprawnościami w różnorodnej grupie są w stanie zrobić dużo, myślę że dzięki temu ta inicjatywa miała fajną, ciekawą dynamikę i skorzystali na niej wszyscy członkowie wyprawy.

grupa osób idzie ścieżką, jeden za drugim, w tle góra

AB: Nie mam wątpliwości, że każdy, kto dowiedział się o tej wyprawie, miał szansę zmienić swoje spojrzenie na niepełnosprawność. Czy uważacie, że z przełamywaniem stereotypów wiąże się też pewien rodzaj odpowiedzialności?

Paweł: Zdecydowanie tak. To ogromna odpowiedzialność, bo nie chodzi tylko o nasze indywidualne doświadczenia, ale o to, jak nasza historia wpływa na sposób myślenia innych osób. Pokazujemy, że niepełnosprawność nie określa człowieka, że można żyć pełnią życia, stawiać sobie ambitne cele i je realizować. Jeśli ktoś po usłyszeniu naszej historii spojrzy na niepełnosprawność inaczej, bardziej otwarcie, to znaczy, że było warto.

Dawid: Też tak to czuję. Często osoby z niepełnosprawnościami są przedstawiane w skrajny sposób – albo jako bohaterowie, albo jako osoby wymagające pomocy. A przecież większość z nas to zwykli ludzie, którzy po prostu chcą robić swoje – podróżować, pracować, spełniać marzenia. Dlatego pokazując, że to możliwe, mamy świadomość, że zmieniamy sposób myślenia innych. To odpowiedzialność, ale i szansa, by inspirować do budowania bardziej otwartego społeczeństwa.

AB: Każdy, kto realizuje duże przedsięwzięcie, niezależnie od tego, czy ma jakąś niepełnosprawność, czy nie, musi pokonać wiele wyzwań. Jakie trudności musieliście przezwyciężyć w ramach przygotowań?

Dawid: Wyzwań było sporo. Wszystko zaczęło się w dość zabawny sposób – Paweł zapytał mnie czy nie chciałbym się wybrać na Kilimandżaro? Na początku pomyślałem, że to żart. Gdy zorientowałem się, że mówi poważnie, byłem już w tym „projekcie”. Myślę, że największym wyzwaniem było trenowanie osoby niewidomej. Treningi w terenie wymagają logistyki i asysty, szczególnie w górach. Istotne było też budowanie kondycji w sposób systematyczny. Choć wiele można wypracować na siłowni, nic nie zastąpi rzeczywistego kontaktu z górami. Dużym wyzwaniem była też organizacja zespołu i zdobywanie funduszy.

Paweł: Trasy treningowe dobieraliśmy tak, by jak najlepiej odpowiadały warunkom Kilimandżaro. Wybieraliśmy się w Beskidy, zaczynaliśmy od Babiej Góry. Trudno było też zebrać wszystkich uczestników w jednym terminie, bo pochodziliśmy z różnych części Polski.

grupa osób idąca drogą, idą w kiedunku osoby robiącej zdjęcie. W tle las. Osoby są ubrane w turystyczne ciuchy.  zdjęcie zrobione z góry, droga pośród łąki (wygląda jak połonina, ale nią nie jest), drogą idą osoby ubrane w turystyczne ubrania

AB: Jak długo się przygotowywaliście?

Paweł: Pierwsze rozmowy odbyliśmy w marcu 2023 roku. W maju odbył się pierwszy wyjazd treningowy w ograniczonym gronie, a oficjalne spotkanie grupy miało miejsce w czerwcu. Cały proces przygotowań trwał około półtora roku.

AB: Wyprawa na Kilimandżaro nie należy do najtańszych przedsięwzięć. Jak udało się wam zdobyć sponsorów?

Dawid: Ponieważ zależało nam, aby wyprawa miała także wymiar społeczny i edukacyjny, potencjalni sponsorzy mogli włączyć swoje wsparcie w ramach strategii społecznej odpowiedzialności biznesu. Chcieliśmy pokazać, że osoby z niepełnosprawnościami mogą przezwyciężać trudności i swoje ograniczenia. Dzięki temu udało nam się zdobyć sponsorów i wsparcie finansowe (sponsorzy na końcu artykułu).

Paweł: Zgadza się. Zorganizowanie wsparcia sponsorów to jedno, ale równie ważne było zgromadzenie odpowiednich ludzi – zarówno asystentów, jak i innych uczestników. To nie była zwykła wyprawa, to był projekt, który miał zainspirować innych, chcieliśmy aby był bezpieczny dla uczestników, ciekawy i różnorodny pod wieloma względami i myślę że to się udało.

AB: Ile osób niewidomych brało udział w waszej wyprawie?

Paweł: Nasza grupa składała się z 8 osób: 3 osób niewidomych: Piotr Żurek, Dawid Górny, Alicja Stelmaszczyk; 3 przewodników: Martyna Żurek, Michał Guzdek, Paweł Wróbel; fotografa – Robert Neumann oraz ratownika – Elżbieta Słoboda. Zgodnie z obowiązującymi zasadami, każda ekspedycja musi wynająć licencjonowaną agencję, która po uzyskaniu zezwolenia na wstęp i pobyt na terenie Parku Narodowego Kilimandżaro organizuje całą logistykę wyprawy. Wraz z nią wyruszyliśmy w stronę góry w towarzystwie przewodników, tragarzy i kucharzy, co łącznie stanowiło ponad 30 osób.

Zdjęcie przedstawia grupę ludzi, około 30 osób stanowiącą uczestników wyprawy i pracowników agencji takich jak kucharzy, tragarzy. W tle zielone drzewa, słoneczny dzień, niektóre osoby maja okulary przeciwsłoneczne grupa osób pozuje do zdjęcia na szczycie Kilimandżaro, stoją wokół tablicy informacyjnej, w tle błękitne niebo. osoby są ubrane w kurtki, czapki i grube rękawiczki

AB: Jak wyglądały techniczne aspekty asysty? Poruszaliście się w duetach?

Dawid: Ćwiczyliśmy różne techniki jeszcze w Polsce, ale generalnie poruszaliśmy się w duetach, staraliśmy się trzymać tych samych osób, gdy byliśmy w pełnym składzie. Jednak zdarzało się, że się wymienialiśmy, co było bardzo cenne – dzięki temu uczyliśmy się różnych metod asystowania. Każda osoba ma inne preferencje – na przykład woli iść po prawej stronie itd. Takie indywidualne kwestie wymagały dopasowania, na przykład na szerokich trasach trzymałem się plecaka asystenta. W trudniejszych miejscach używaliśmy linek lub szarf, które pozwalały mi podążać w ślad za moim przewodnikiem. Na miejscu zmienialiśmy metody w zależności od terenu.

AB: Co było dla was największym wyzwaniem już na miejscu?

Dawid: Dla mnie największym wyzwaniem było zachowanie równowagi między samodzielnością a przyjmowaniem wsparcia asystenta lub innych członków grupy. Czasem czułem, że ludzie z agencji aż za bardzo chcieli mi pomagać – wystarczyło, że się lekko zachwiałem, a już ktoś mnie podtrzymywał. Rozumiem ich intencje, ale chciałem wejść na szczyt samodzielnie, na ile to było możliwe.

Paweł: Z kolei dla mnie najtrudniejsza była logistyka. Musiałem pilnować tras, uzgadniać szczegóły z agencją, a jednocześnie pełnić rolę asystenta. Na dłuższą metę to było wyczerpujące, więc wyciągnęliśmy wnioski – następnym razem trzeba będzie rozdzielić te role, asystenta i koordynatora wyprawy. Najważniejsze jednak było bezpieczeństwo i komfort. W wymagających warunkach, szczególnie w górach, osoby niewidome muszą zachować wyjątkową ostrożność, a zmęczenie wpływa na koncentrację i siłę. To ogromne obciążenie także dla asystentów.

Dawid: Dlatego kolejne przemyślenie jest takie, że przy długich wyprawach najlepiej byłoby, gdyby każda osoba miała swojego asystenta oraz tzw. „backup” – czyli dodatkowego asystenta na wypadek potrzeby zmiany.

uczestnicy wyprawy przechodzą pomiędzy większymi głazami, idą w górę, na skale stoją 4 osoby i czekają aż 5 wejdzie na górę. kamienista ścieżką idą jeden za drugim uczestnicy wyprawy na pierwszym planie Paweł, za którym idzie Alicja, w tle góry. Paweł ma na sobie kapelusz i okulary przeciwsłoneczne, patrzy w obiektyw kamery

AB: Myślisz o asystencie turystycznym i osobistym? To ciekawy temat, bo niewiele się o tym mówi.

Dawid: Dokładnie. Warto też uwzględnić kwestie praktyczne – na przykład dla kobiet byłoby lepiej, jeśli ich asystentkami są inne kobiety.

Paweł: Zastanawiam się, czy rola asystenta turystycznego jest w Polsce dobrze zdefiniowana. Mam wrażenie, że to dopiero raczkuje.

AB: Też to obserwuję. Jestem certyfikowanym asystentem turystycznym i widzę, że brakuje regularnych szkoleń. Wiele osób, które prowadzą biznes turystyczny, nie ma świadomości, jak dostosować swoje usługi do osób z niepełnosprawnościami. Z drugiej strony jest coraz większy popyt na asystentów turystycznych, ale przy braku regulacji tego wyłaniającego się nowego zawodu i braku bazy takich asystentów prawie niemożliwe jest skorzystanie z ich usług, ponieważ osoby z niepełnosprawnościami nie wiedzą gdzie ich szukać.

Dawid: To prawda, potrzeba więcej takich inicjatyw.

Paweł: A z drugiej strony, nie tylko asystenci powinni być szkoleni – także osoby z niepełnosprawnościami powinny mieć świadomość, czego mogą oczekiwać.

Dawid: Dokładnie. To powinno działać w dwie strony. Warto dążyć do lepszego zdefiniowania roli asystenta turystycznego i zwiększenia dostępności szkoleń w tym zakresie.

AB: To ważne, bo świadomość dostępności i potrzeba asystentów turystycznych to wciąż temat, który w Polsce dopiero się rozwija. Czy pamiętacie inne wyzwania z którymi się mierzyliście?

Paweł: zmiany wysokości, nawet przy dobrej kondycji organizm na tej wysokości może różnie zareagować. W trakcie wspinaczki część z nas odczuwała bóle głowy, osłabienie. Kluczowe było dobre nawodnienie i odpowiednie tempo marszu. Zdarzało się, że musieliśmy robić więcej przerw, żeby się zaaklimatyzować.

Dawid: Dla mnie choroba wysokościowa była jednym z większych wyzwań. Na co dzień jestem aktywny, ale na tej wysokości ciało zachowywało się zupełnie inaczej. Na szczęście była z nami na początku osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo i pomogły mi leki na chorobę wysokościową.

Paweł:  Poza tym osiem noclegów w namiotach już samo w sobie było wyzwaniem (śmiech). I oczywiście zapewnienie bezpieczeństwa podczas marszu.

Dawid: Dokładnie. Na miejscu to co dawało to poczucie bezpieczeństwa to to, że wszyscy poruszaliśmy się w parach, trzymając się blisko asystenta i utrzymując odległość, która umożliwiała kontakt głosowy z pozostałymi duetami. Wyzwaniem było także ciągłe dopasowanie techniki asystowania. Szliśmy metodą kijka, który przywiązany był do plecaka na wysokości pasa. To działało na szerszych trasach, ale na wąskich ścieżkach było trudniej.

Paweł: Każdy duet korzystał z innej techniki – Ala miała grubą linę, Piotr – ringo. Niewidomy nie może skręcić natychmiast za przewodnikiem, bo może uderzyć w ścianę albo spaść, trzeba o tym pamiętać asystując. Wpadliśmy nawet na pomysł aby sygnalizować dźwiękiem większe głazy, robiliśmy to stukając kijkiem, co wywoływało dźwięk. Trochę taka echolokacja.

Dawid: Tak, trudno było też trafić dokładnie w te same miejsca co przewodnik, czasem obcierałem się o głazy, przeszliśmy więc na grubszą linę, która dawała więcej swobody, potem na cieńszą linkę – taką, jakbyśmy trzymali plecak, dawała 15 cm luzu, co ułatwiało ruch.

AB: To są więc bardzo indywidualne kwestie, w nordic walking istnieje technika „ramy” – plecaki są połączone linami regulującymi odległość, sprawdza się to na płaskim terenie. Czy jest jeszcze coś co szczególnie zapadło wam w pamięć z tej wspinaczki?

Dawid: Afryka to dla mnie zupełnie inny świat. Ludzie tam są pełni energii, śpiewają, tańczą… Ich radość życia była zaraźliwa. Poza tym ta bujna przyroda, zapachy, dźwięki – coś niesamowitego. Szczególnie zapamiętałem dotyk jednej z lokalnych roślin, która występuje tylko na Kilimandżaro.

Paweł: Dla mnie największe wrażenie zrobił las deszczowy u podnóża góry. Ta zieleń była oszałamiająca, zupełnie inna niż w Polsce. No i oczywiście widoki, które zapierają dech w piersiach.

AB: A jakie macie plany na przyszłość?

Paweł: Myślimy o nowych projektach. Może Korona Gór Polski? Chcielibyśmy, żeby więcej osób dołączyło do naszej inicjatywy. Może uda się zrobić z tego coś większego, co zainspiruje ludzi w całej Polsce.

Dawid: Dokładnie. Nie chodzi tylko o góry, ale o przełamywanie stereotypów i pokazywanie, że różnorodne grupy mogą osiągnąć więcej. Na razie skupiamy się na dzieleniu naszą historią, ale kolejne plany powoli się klarują.

AB: Bardzo wam dziękuję za rozmowę! Wasza historia jest niesamowicie inspirująca. Trzymam kciuki za kolejne projekty! Więcej o wyprawie a także aktualnościach można znaleźć na na Facebooku grupy Dotknąć Kilimandżaro. 

Zdjęcie pokazuje Dawida od pasa w górę, uśmiecha się, jest w kapeluszu i okularach przeciwsłonecznych, nosi plecak, jest ubrany w kurtkę Na pierwszym planie Paweł, ubrany w kapelusz, kurtkę, ma na sobie plecak, patrzy w obiektyw kamery

Dawid Górny                                             Paweł Wróbel

Wyprawy takie jak „Dotknąć Kilimandżaro” nie mogłyby się odbyć bez wsparcia sponsorów i patronów, dlatego należy doceniać tę pomoc i zaangażowanie, które umożliwiają ich realizację.

SPONSORZY wyprawy:

Ambasador wyprawy: Andrzej Bargiel

Patronat medialny: RMF FM

Sponsorzy tytularni: Eaton, Mardom Decor

Główny Patron: Fundacja Siódmy Zmysł

————————————

Zrzutka: https://tiny.pl/c2hm8

DZIĘKUJEMY!!!

———————————–

Ubierało nas: ALPINE PRO Polska

Wsparli nas: Tarnowskie Góry Srebrne Miasto, Bielsko-Biała, Just In Time Logistics Sp z oo, ROCH Spółka z o.o., Plast-Pol, himalsport.pl, Cumulus, Paker

Udostępnij wpis:

Następny wpis
Dostępna wycieczka do Goczałkowic-Zdroju (Ogrody Kapias)

Sprawdź inne wpisy

Prelegenci i prelegentki Forum dostępności w transporcie, siedzą jeden obok drugiego na krzesłach na scenie

Forum Dostępność w Transporcie – Kraków 2024

Forum Dostępność w Transporcie – Kraków 2024 Głównym tematem poruszanym podczas pierwszego forum była dostępność i przystosowanie środków komunikacji w transporcie zbiorowym dla osób z różnorodnymi potrzebami, w tym z niepełnosprawnościami. Organizatorzy, zaprosili przedstawicieli szeroko pojętego transportu zbiorowego, organizacje działające na rzecz zwiększenia dostępności oraz osoby, które z własnego doświadczenia

Czytaj więcej »

Wystawa GŁUSZA – Muzeum Śląskie

Wystawa GŁUSZA – Muzeum Śląskie to projekt, którego częścią jest wystawa stworzona przez słyszących i Głuchych kuratorów. Dzięki czemu daje szansę zapoznania się z wizją świata zbudowaną na znakach i obrazach. Wystawa opowiada o tym, w jaki sposób język wpływa na nasze postrzeganie rzeczywistości, przybliża mało znaną, ale fascynującą kulturę

Czytaj więcej »